
Czyli "zmierzać w głąb króliczej nory". Rzekomo w środowisku narkomanów zwrot ten oznacza zażywanie narkotyków. Plotki głoszą, że autor "Alicji w Krainie Czarów" Charles Lutwidg Dodgson, lepiej znany jako Lewis Carroll, napisał książkę będąc "na haju". Ja jestem skłonny w to uwierzyć. Oglądając ekranizację książki Carolla (w 3D, oryginalnej wersji językowej i niemal pustej sali) miałem wrażenie, że sam jestem "na haju". Plastyczne schizofreniczno-surrealistyczne wizje Tima Burtona wykreowane za sprawą techniki komputerowej (Kot z Cheshire mmmm...) i aktorów (wszechstronny Johny Depp, świeża Mia Wasikowska i powalająca Helena Bonham Carter) powodują, że nie wiem jak zakończyć to zdanie :P Warto jeszcze wspomnieć o Anne Hathaway, która trzyma narkotyczny poziom filmu, zachowując się jak odurzona opium. Całości dopełnia wspaniała muzyka. Kino na dobrym poziomie plus narkotyczne wizje bez używek :)
Mówię Wam, czerwona królowa istnieje ]:->
wlasnie dlatego kocham tego typu filmy, kolor, szalenstwo plastyki.. i inny swiat:)
OdpowiedzUsuńzapomina sie wtedy o prozie zycia:)
warto bylo leciec na alicje:)
tak - film naprawdę niezły! :D
OdpowiedzUsuń